Aplikacyjny róg obfitości część I

Przy dzisiejszym tempie życia, ilości zajęć i obowiązków często musimy ułatwiać sobie pewne zadania lub po prostu szukamy lepszych rozwiązań. Efektywność można, by rzec to priorytet, chcemy szybciej wykonać zlecone zadania i mieć czas na relaks. Jest to normalna kolej rzeczy, którą znam z autopsji.

Dlatego postanowiłem stworzyć spis przydatnych stron i aplikacji, które ułatwiają życie wielu PRowcom, social media i community managerom, blogerom i freelancerom. Przyznam, że pewną inspiracją był dla mnie Interranking w magazynie Press, a konkretnie ranking Przemysława Pająka ze Spider’s Web.   Ja swoją listę postanowiłem podzielić na dwie części, z czego podział jest dość płynny. Jedne to strony/programy działające jako strony www (często z wersją na Androida), drugie zaś to samodzielne programy lub aplikacje sprzęgające się z przeglądarką/telefonem. Uff… mam nadzieję, że rozumiecie teraz mój zamysł, bo naprawdę trudno to jakoś sensownie podzielić. Także lecimy z tym koksem… alfabetycznie.

Asana, czyli jak zarządzać projektem w łatwy i przejrzysty sposób

Zapewne nie raz i nie dwa spotkały Was sytuacje, że trzeba było podzielić obowiązki pomiędzy współpracowników. Biała tablica to dobry pomysł, ale ścieranie i dopisywanie kolejnych podpunktów może sprawić, że po jakimś czasie nasza rozpiska staje się po prostu nieczytelna. Dlatego warto skorzystać z Asany, „nowoczesnego sposobu na wspólną pracę” jak to określają twórcy.

Jakie zalety może mieć taki menadżer obowiązków? Po pierwsze prostota dzielenia się informacją i sugestiami dotyczącymi projektu. Po drugie pozwala na skoordynowanie działań grupy, która może pracować w jednym biurze jak i z wielu różnych miejsc. Świetna sprawa dla startupów lub freelancerów, którzy współpracują z agencjami. Można również stworzyć osobisty task manager.

Minusy? Ograniczenie do 30 osób biorących udział w projekcie, ograniczenie przeglądarek do Chrome’a i Safari i (czy to jeszcze jest bariera?) angielski interfejs.

Bit.ly, krótszy link

Ile razy zdarzało Wam się skopiować link z Google Grafika i okazało się, że jest tak monstrualny, że aż głupio wysłać go znajomemu przez komunikator? Albo Facebook nie mógł złapać miniaturki waszego linku z powodu jego długości? Może chcielibyście wrzucić w jednym statusie kilka linków, ale Facebook wariuje i nie chce zaakceptować wpisu?

To właśnie na takie okazje powstało bit.ly, strona na której możecie nie tylko skrócić każdy link do około 20 znaków (przykładowy link: bit.ly/neN6Uv). Prostota obsługi, tworzenia bundli (paczek linków) i dzielenia się linkami to podstawowe zalety tej strony i trudno dopatrzeć się jakiś istotnych wad, bo funkcja jaką spełnia jest dość nieskomplikowana. Chyba jedyną jest to, że nie wszyscy użytkownicy wierzą skróconym linkom i podejrzewają jakiś podstęp, zanim w nie klikną. 😉

Do It Tommorow, czyli jak odkładać coś na później

To prosty organizer, którego podstawową zaletą jest to, że mobilizuje. Po prostu mamy listę kolejnych rzeczy do zrobienia, które (jeśli sami nie ingerujemy w program) zostaną odłożone maksymalnie na jutro. Proste i ciekawie zrobione, layout wygląda niczym kalendarz kieszonkowy (jest nawet ślad po kubku z kawą!), a nasze wpisy mogą wyglądać jak pismo odręczne. Korzystając z tej strony mam taką wewnętrzną potrzebę zrobienia wszystkich podpunktów. Wiadomo, że każdy sposób na zmuszenie się do pracy jest dobry, nawet ten czysto wyimaginowany. 😉 Ponadto możemy sprzężyć Do It Tommorow z telefonem z systemem Android. Wadą na pewno jest brak polskich liter (aplikacja na telefon już je obsługuje).

Google Reader, RSS w jednym miejscu

Prawdopodobnie nie muszę Wam przedstawiać tej strony – aplikacji? Interpretacje są różne – ale warto wspomnieć, że teraz jest to strona nad wyraz przejrzysta dzięki nowemu layoutowi usług Google. Subskrypcje RSSów z blogów, stron tematycznych, to teraz pestka. Wystarczy skopiować link do kanału RSS i dostajemy wszystkie nowości w real time.

Pewnym plusem nawigacyjnym jest to, że strona wyświetla nam ile artykułów z danej strony jeszcze nie przeczytaliśmy, a jeśli męczy nas skleroza i przewijając artykuły od na przykład Jacka Gadzinowskiego, to te w pełni rozwinięte (a nie zajawki) były przez nas przeczytane. Niby takie nic, ale pomaga w orientacji, jeśli subskrybujemy wiele źródeł.

Również nowa aplikacja na Androida jest prosta w obsłudze i podaje nam tekst w całkiem przyzwoitej rozdzielczości, domyślnie nie trzeba przybliżać widoku. Ogólnie przejrzystość strony jest jej dużym plusem, czy to w wersji przeglądarkowej, czy mobilnej.

Za wadę uznałbym, że Google przy takiej ilości danych nie umie wyłapać kanału RSS przyporządkowanego do podstawowego adresu strony. Bo czasami po prostu trudno znaleźć ikonkę na stronie docelowej.Kolejnym mankamentem jest mała ilość rekomendowanych źródeł w języku polskim.

Prezi, jeśli PowerPoint to za mało

To z kolei bardzo ciekawe narzędzie, jeśli lubimy prezentacje multimedialne.  Tylko pytanie, ile można oglądać slajdy, które choćbyśmy użyli najciekawszych przejść oferowanych przez Microsoft dalej pozostają tylko slajdami? Chyba takie pytanie zadali sobie twórcy Prezi i stworzyli nad wyraz plastyczne i efektowne narzędzie. Więcej zobaczycie w filmiku, bo słowa nie oddają efektowności niektórych prezentacji.

Obsługa jest prosta i nie sprawi problemów nawet słabo zaawansowanemu użytkownikowi. Po krótkiej rejestracji możemy przystąpić do dzieła. Oczywiście trzeba się oswoić z nietypowym interfejsem, ale to również nie stanowi żadnego problemu. Już po kilkunastu minutach możemy tworzyć prawdziwie incepcyjne prezentacje. Poniżej możecie obejrzeć prezentację Prezi, zrobioną… w tu nie ma żadnej niespodzianki: Prezi. 🙂

Plusy? Przede wszystkim odmienność od zwykłych prezentacji, wielkie możliwości graficzne i edycyjne. Poza tym, nawet prosta „Prezka” w oczach laików wygląda profesjonalnie. 😉 Minusy zauważyłem jak dotąd dwa: brak polskich liter w niektórych czcionkach i wymóg przełączenia na full screen przez użytkownika, nie można zapisać opcji, że prezentacja odpala się tylko w takim trybie.

Visual.ly, infografika w kilka minut

Póki co trwają testy kreatora własnych infografik, ale jeśli prowadzicie bloga/fanpage być może skorzystacie dzięki tej stronie, bo można na niej znaleźć ogromny zbiór różnych i różniastych wizualizacji. Jeśli kreator będzie prosty w obsłudze to nie będzie trzeba się martwić o content i prezentację danych statystycznych. Skończy się era nudnych tabelek i wykresów. 😉

Tyle na dziś, mam nadzieję, że będziecie korzystać z niektórych poleconych przeze mnie stron. W drugiej części Aplikacyjnego rogu obfitości przybliżę Wam moje ulubione aplikacje na Androida oraz wtyczki do Facebooka, przeglądarek i programy desktopowe. Jeśli jesteście prawdziwymi internetowymi freakami, kochacie software lub po prostu lubicie efektywnie wykonywać swoje zadania, a jeszcze tam nie trafiliście, to polecam zaglądać na Antyweb.pl. Najlepiej użyjcie Google Readera i zasuskrybujcie ich RSS. 😉

Rzekłem!

Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aplikacje, Social media, Internet, PR, reklama i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Aplikacyjny róg obfitości część I

  1. Pingback: Appki wszędzie, co to będzie!? | Pijaru Koksu Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s