W tłumie siła

Wiadomo wszem i wobec, że Web 2.0 twórczością użytkowników stoi. Tak zwany user generated content to stanowi w tej chwili większość zasobów sieci. Wystarczyło otworzyć wierzeje i dać ludziom narzędzia, a sami zaczęli opisywać produkty, zakładać fora itp. Wyręczali firmy i marki na każdym kroku.

Dlatego, żeby obniżyć koszty pewnych działań, korporacje zaczęły korzystać z crowdsourcingu. Twórcą tego terminu jest Jeff Howe. Crowdsourcing oznacza ni mniej ni więcej czerpanie idei i pomysłów od ludzi/społeczności spoza struktur organizacji. Z tłumu, jaki ją otacza. Innymi słowy chodzi o myślenie „out of the box”, nieszablonowe. Często najprostsze koncepcje nie przychodzą marketerom do głowy, bo są zbyt obyci z daną marką, trudno im znaleźć innowację, która dla zwykłego konsumenta może być oczywista. Także w dalszej części artykułu będziecie mogli się zapoznać z moim komentarzem dotyczącym crowdsourcingu, jak i kilkoma case’ami grywalizacyjnymi i społecznościowymi. Liczę również na Wasze opinie co ja mógłbym wdrożyć na blogu/fanpage’u, a czego najwyraźniej nie zauważyłem. 😉

Motywacja do działania 

Crowdsourcing zazwyczaj opiera się na pewnych motywatorach do działania. Jest bardzo mało rzeczy, które byśmy zrobili bez jakiejkolwiek korzyści, czy to materialnej, czy statusowej. Paweł Tkaczyk w swojej książce Grywalizacja (dziękuję OnePress za podesłanie tejże) wspomniał o świetnym przykładzie quazi crowdsourcingu. Czemu quazi, spytacie? Otóż case związany z Microsoftem nie wyszedł poza ramy samej firmy- ze względu na tajność danych.  Jak jednak wykorzystano siłę tłumu, na jaki składali się pracownicy firmy z Redmond?

Ross Smith miał odpowiadać za testy tłumaczeń Windowsa 7, miał na to kilka miesięcy. Do przejrzenia zaś ponad 503 tysiące ekranów w kilkunastu językach. Co zatem zrobił zespół Smitha? Wymyślono banalnie prosty system, za każdy sprawdzony ekran otrzymuje się punkt, a za wysoką lokatę można otrzymać nagrodę. Gra crowdsourcingowa Windows 7 Translation pomogła (dzięki udziałowi ponad 4600 pracowników) osiągnąć cel na długo przed deadlinem. Wizja nagrody oczywiście w takich przypadkach jest mglista i daleka, ale jednak motywuje do udziału w przedsięwzięciu.

Czyli czy zawsze musi być jakaś nagroda za współudział w działaniach opierających się na „mądrości tłumu”? Otóż często wystarcza zapewnienie dobrej zabawy, czegoś przypominającego grę i danie odrobiny władzy sprawczej. Przecież większość z nas poczuje się trochę ważniejszy, kiedy będzie mógł decydować o tym co zrobi wielka korporacja, nie ukrywajmy tego. Jak jednak można wykorzystać crowdsourcing na większą skalę?

Ulepszamy nasz biznes 

Jednym z największych sukcesów wykorzystujących mechanizm crowdsourcingu, był projekt IdeaStorm.com firmy Dell. Wykorzystując burzę mózgów wśród fanów marki przedstawiano ponad 14 tysięcy pomysłów na kolejne wdrożenia.  Były to projekty nie tylko produktowe, ale również CSR. To użytkownicy mogli wybrać te najlepsze, które miały stać się inspiracją dla ostatecznych wdrożeń.

Na podobny pomysł kilka lat temu wpadli ludzie ze Starbucks. Dostawali ogromną ilość zażaleń i skarg na działanie poszczególnych kawiarni. Że to się nie sprawdza lub tamto, a to powinniście poprawić. Księga skarg i zażaleń byłaby coraz grubsza, gdyby nie wymyślono czegoś co odwracało sytuację o 180 stopni. Otóż w 2008 roku stworzono serwis „My Starbucks Idea”.

Idea, czyli pomysł. Tak, chodziło o to, żeby to klienci wymyślali innowacyjne systemy, które miałyby usprawnić działanie poszczególnych lokali lub wprowadzić rozwiązania, które przyczyniłyby się do większej wygody. Po pierwszym roku działalności serwisu pojawiło się ponad 700 tysięcy pomysłów. Każdy z nich mógł być skomentowany i oceniony przez innych użytkowników, a w rezultacie te najlepsze i wprowadzone w życie, nagradzano. Kreatywni klienci otrzymywali między innymi stałe rabaty.

Oczywiście przy tej akcji zaprzęgnięto wszystkie duże społecznościówki. My Starbucks Idea było obecne na Twitterze, YouTube, Facebooku i Flickr. Sam projekt trwa już 4 lata i chyba ma się dobrze, bo Starbucks wyszedł z pewnej zapaści i znowu jest jedną z największych love brandów.

Pomoc od social ludu 

Pinterest zapewne jest już Wam znany. Serwis ten również ma potężny potencjał wykorzystania crowdsourcingowych zasobów swojej społeczności. W jaki sposób? Otóż firmy/organizacje mogą zachęcać do zapełniania swoich boardów przez fanów i obserwatorów zdjęciami związanymi z marką/organizacją, a ona sama nie musi robić researchu, może tylko „repinować” znaleziska swoich innych. Tak robi na przykład miasto Gdańsk, które potem w podzięce wrzuca na swoje boardy vouchery lub bony zniżkowe.

Inną formą wykorzystania społeczności są Facebookowe aplikacje. Harley Davidson użył “Fan Machine”, do zbierania sugestii od fanów co firma mogłaby poprawić lub zmienić. Kampania „No Cages” powstała właśnie dzięki w ramach crowdsourcingu.

Korzyści z crowdsourcingu 

Co marka może zyskać na  programie crowdsourcingowym? Przede wszystkim pozyskuje ambasadorów. Skoro użytkownicy zaangażowali się w działania na rzecz firmy, często pro bono, to znaczy, że coś ich z nią wiąże. Dzięki realizacji działań korzystających z siły społeczności możemy zidentyfikować tych najaktywniejszych krzewicieli wartości brandu.

Druga korzyść, to na pewno zmniejszenie budżetów na działania badawcze. Crowdsourcing łatwiej pozyskuje wszelkie insighty konsumenckie i pomysły na innowacje. Klienci wręcz zasypują marki swoimi ideami. Poza tym wiadomo, że ludzie spoza firmy mają zupełnie inne spojrzenie na produkty. Ba! To potencjalni nabywcy zazwyczaj wiedzą więcej o zastosowaniach danego dobra, niż sam producent.

Trzecie korzyść, to działania wizerunkowe. Marka pokazuje, że dba o klienta i chce podwyższyć swoje standardy lub produkty na podstawie informacji zwrotnej. Jeśli sprawi tym samym, że jej fani będą jeszcze aktywniejsi, to jest to zysk sam w sobie.

Oczywiście należy pamiętać o wadach, bo nie wszystkie zmiany będą na przykład opłacalne jeśli chodzi o współczynnik cena do jakości lub po prostu społeczność nie będzie chciała się udzielać. Także przy wprowadzaniu działań crowdsourcingowych trzeba zastosować nieśmiertelną analizę SWOT, która pokaże nam jakie są plusy i minusy konceptu.

Zatem „mądrość tłumu” zdaje się być wartościowym assetem przy wprowadzaniu wszelkich zmian. Dlatego jeszcze raz przypominam, że możecie mi zostawiać Wasze pomysły na ulepszenie bloga w komentarzach.

Rzekłem!

Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński

P.S. We wspisie użyłem fragmentów infografiki A visual explanation of crowdsourcing.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Social media, Internet, PR, reklama, Społeczeństwo i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „W tłumie siła

  1. Cieszę się, że napisałeś o crowdsourcingu. Jako kontynuację tematu zachęcam do zapoznania się z innym tekstem osoby niezwykle mi bliskiej 😉 http://blog.megafoni.pl/konkursy-na-facebooku-narzedziem-crowdsourcingu/

    Pozdrawiam
    Wojtek

  2. Fajny wpis. Sam dość głęboko siedzę w tematyce Crowdsourcingu i nawet napisałem na ten temat pracę magisterską, skupiając się przede wszystkim na tworzeniu wartości dodanej. Co ciekawe istnieją również polskie rozwiązania (np. bankpomyslow.bzwbk.pl) , które nie są niestety zbyt rozpropagowane.

  3. Próbujemy wykorzystać crowdsourcing w działaniach o charakterze publicznym. Na stronie twojpomyslnafundusze.pomorskie.eu wykorzystujemy pomysły beneficjentów funduszy europejskich do zarządzania programami unijnymi. Sporą barierą jest niechęć do zaangażowania, aczkolwiek widać, że to się zmienia. Dodam tylko, że firma User Voice dostarczyła nam rozwiązanie za darmo.

  4. Cyrus pisze:

    Z jednej strony wszystko co powyżej opisałeś jest ciekawe i rzeczywiście w pewnych warunkach ma sens i generalnie jest to fajna metoda – nazwijmy to – rozwojowa. Jednakże jak sam pod koniec (i słusznie) zauważyłeś nie wszędzie to wypali szczególnie na polskim rynku, gdzie przeciętny konsument chciałby dużo, najlepszej jakości, za darmo i frytki do tego 😉 Przydałby się jakiś case z rodzimego rynku bo niestety Polska a USA to dwa różne światy.

  5. Jola pisze:

    Ja bym rzucała komuś teksty do korekty na Twoim miejscu, bo siem literufki zdarzajo 🙂

  6. Pingback: Społecznościowy dizajn | Pijaru Koksu Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s