Żebrak socialu

Nad tym wpisem musiałem się chwilę zastanowić i nie chciałem go pisać przy okazji największego wysypu postów, które chcą wołać o uwagę użytkowników, a za to wołają o pomstę do nieba. Żebrolajki, bo tak je ochrzczono to najczęściej obrazkowa forma ankiety, w której głosujemy lajkiem albo komentarzem (ewentualnie jeszcze udostępnieniem) za jakąś opcją. Wszystko fajnie, pięknie, tylko czemu to służy? A no podbijaniu wagi posta i affinity, czyli znowu wracamy do Edge Ranka i pozycjonowania postów w feedzie…

Mody na dziwne praktyki w social media marketingu są dosyć sezonowe. Rok temu królowały farmy fanów, teraz takich o spektakularnych wskaźnikach ilościowych powstaje mniej, a reszta już mniej lub bardziej została wykorzystana reklamowo. Social media ninja musieli zatem znaleźć inną drogę do pojawiania się na naszych tablicach. Drogę w 99 procentach przypadków bez perspektyw, ale o tym później.Anatomia żebru

Jaki żebrolajk jest, każdy widzi. Mamy zazwyczaj dwie opcje i głosujemy za pomocą lubię to lub komentarza. Ok., a co jeśli jestem za opcją A (lajk), ale chcę jeszcze wyrazić swoje zdanie słownie? Może to myślenie na wyrost powiecie, ale dla mnie to zamykanie postu w pewnych ramach komunikacyjnych. „Szanowny fanie, masz postępować jak nakazaliśmy i już!” – zdaje się mówić moderator. Czy o to chodzi w social media marketingu? W kilku dobrych książkach wyczytałem, że raczej nie. 😉

Co zatem daje taki rodzaj postów markom? Tak na dłuższą metę, to nic. Chwilowy wzrost zaangażowania, użytkownicy zachowujący się jak lemingi. Brak brandingu i wartości marki najbardziej rzuca się w oczy. Użytkownik, a więc potencjalny klient nic nie zapamięta z tej komunikacji, nic mu nie zostanie z tyłu głowy na temat marki z którą wszedł w interakcję…

Ten typ komunikacji może niektórych nie tyle znużyć, co wręcz skłoni ich do odlubienia strony, a i tak jest to następstwo najmniejszego kalibru.

Geneza i skutki żebrów

Facebookowe call to action w rodzaju „Jeśli się podoba, dajcie lajka!” nie jest niczym nowym, czasami przydaje się, żeby skłonić fanów do wejścia w interakcję. Nie ma nic złego w używaniu tego raz na jakiś czas. Wszystko jednak z umiarem i najlepiej jeśli jest to częścią szerszej strategii obecności marki. Tylko czemu coraz częściej widzimy działania wyglądające na tworzone ad hoc?

Bo tym dla mnie są żebrolajki (w ogóle to twórcą terminu jest chyba Michał Górecki, który powinien zacząć pobierać jakieś tantiemy). Działaniami na już, na teraz! Grają siatkarze? Robimy żebrolajka, co z tego, że reprezentujemy firmę informatyczną, która nigdy nie sponsorowała żadnych wydarzeń sportowych. Statystyki nagle urosną, dojdą fani i puf… Za kilka dni wszystko opadnie, a statystyki zaangażowania spadną, bo będą naliczane na większą grupę nieaktywnych i niezainteresowanych marką użytkowników. Żebr happens!

Miałem wspomnieć o genezie. Otóż omawiana tu facebookowa plaga rzuciła mi się w oczy po launchu kampanii Twix. „Pick a side”, w której użytkownicy wybierali, którego batonika wolą, prawego czy lewego. I był również post, gdzie głosowało się lajkiem lub komentarzem. Ok, tylko że to było działanie ironiczne. Coś jak Whooper z Burger Kinga dla leworęcznych. Marka chciała pograć z inteligencją i poczuciem humoru fanów i było to wpisane w wizję i strategię brandu w aktualnej kampanii zintegrowanej. Ktoś to jednak jak zwykle w Polsce podchwycił i bez większej refleksji zaczął kopiować schemat, a potem metodą kuli śniegowej zaśmieciło nam Tablice.

Spam, bo inaczej tego nie nazwę, to jedno z następstw tego trendu. Kolejnym jest już wspomniane zniechęcenie użytkowników, ale nie tylko do samych marek, co do całego Facebooka. Bo po co mam obserwować profile firmowe, skoro robi się z nich jeden wielki Kwejk? Różnice pomiędzy brandami się zacierają i tak naprawdę cały branding budowany offline i on-line szlag trafia, bo przy półce sklepowej nie będą się budziły żadne specyficzne skojarzenia. Brrr… Koszmar Junior Brand Managera normalnie.

A w dłuższej perspektywie czasu? Marki żebrzące zagonią się same w kozi róg, jak to wspomniał już u siebie na blogu Jacek Gadzinowski. Wskaźniki zaangażowania, które będą piękne i okrągłe po użyciu żebrolajków nagle spadną, fani zapomną o marce, a klient agencji będzie szczerze zdziwiony czemu post na temat najnowszego produktu jest totalnie zlewany przez społeczność. Zwali się wszystko potem na Facebooka? Nie lepiej było podejść jakościowo i brandingowo budować społeczność mniejszą, ale aktywną i wartościową? Zainwestować nawet w reklamę, żeby podnieść zasięg i zdobyć fanów z target grupy? To nie, trzeba było postować treści wyprane z brandingu i tego co marka klienta symbolizuje. Good job, social media ninja… Utrudniliście pracę tym, którzy do mediów społecznościowych podchodzą bardziej perspektywicznie.

Żeby jednak tekst nie kończył się takim gorzkim akcentem, pokażę Wam jeszcze żebrolajka z dystansem i poczuciem humoru. I to na dodatek made in Poland. 😉

Rzekłem!

Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing, Social media, Internet, PR, reklama i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Żebrak socialu

  1. Nasłuchali się o EdgeRanku od SM guru to jak to bywa zabrali się do roboty i oczywiście poszli w przesadę 😉

  2. chris pisze:

    Zabrało spojrzenia ze strony przeciętnego fana, który polubił a potem przestał się interesować, że o innej formie aktywności nie wspomnę. Chyba, że ulubiony rok wcześniej brand coś da za darmo. Najlepiej wartościowego.

  3. Niestety, nie skumali że ER to algorytm który działa na zasadzie proporcji. I więcej like, comment, share nie oznacza jego zwiększenia automatycznie. Może za jakiś czas dojdzie do rozumu myśl, „kurde można mieć niezłe wskaźniki na mniejszej ilości fanów i lepsze dotarcie zasięgami”. Ale… podobno matematyka wyższa, to 8 cud świata.

  4. Łukasz Kruszewski pisze:

    Słowo pisane może inspirować, przestrzegać, dawać wiedzę, krytykować itd. a i pobudzać do myślenia. Osobiście ten cały edge rank traktuję jak social mediową pętlę zniewolenia. Wpadliśmy w googlowskie SEO teraz facebookowe ER. A przecież najważniejsze są właśnie relacje i love brand, co wbrew pozorom żebrolajki uskuteczniają. Pozwalają kanalizować wartościowy content właśnie przez to, że jedni stosuję je na potęgę i bez wyobraźni, a inny z wyobraźnią i na lajcie 🙂

  5. g. pisze:

    fanpejdże, które lubię obsługują inteligentni ludzie, albo… poza obiegiem. Jakby nie było jestem szczęściarzem – na 1284 lubiane strony sytuację lajk/kom do tej pory widziałem max 3 razy – tyle samo o tym widziałem postów (w tym piarukoksu)

  6. oj jak mnie denerwuje, że z tego Facebooka robi się jeden wielki Kwejk… A najgorsze że przez kilka dni ten sam obrazek widzę codziennie gdzie indziej. I wszelkie konkursy też już mnie wkurzają. I koty 😉

  7. Rita Sobczyk pisze:

    Spójrzmy jednak na to, kim są fani. Nie patrzmy zawsze przez pryzmat nas, lmyślących ludzi z branży Śledząc wiele fan-page\’y widzę, że istnieje ogromna grupa ludzi, którzy wręcz kochają tego typu zabawy. Może to gimnazjaliści, może znudzone siedzeniem w domu matki, może pracownicy korpo, którzy szukają odmóżdżenia. Ale to się dzieje. Gros żebrolajków faktycznie zyskuje setki lajków i komentarzy. Ok. Przejdzie na to moda? To pojawi się na coś innego. Póki co sprawdza się strategia – parafrazując: copy and go!

  8. Hmm… w tekście zabrakło mi przykładów żebrolajków od znanych marek. Ja jakoś widziałem sam syf robiony przez farmy fanów.

  9. Ja szczerze mówiąc nie czuję ironii w poście Twixa, dla mnie to był mimo wszystko typowy zabieg budujący engagement – może ktoś mi uświadomić na czym ona polegała? 🙂 Ogólnie pełna zgoda w temacie, że jak większość wyśmiewanych / hejtowanych zjawisk na polskim FB rzecz wzięła się z nieumiejętnego skopiowania „tryndu” z zagranicy (pewnie jeszcze rekomendowanego przez ekspertów od socialu pokroju Mari Smith), a potem powielonego na setkach stron, co spowodowało dodatkowe zmęczenie materiału. Co mnie osobiście nie podoba się w nagonce na żebrolajki to to, że niedługo wszystkie posty próbujące wzbudzić jakikolwiek engagement (a to o ten modny wskaźnik walczymy w 2012 r. 😉 czy zawierające call to action będą traktowane w ten sposób, bo już teraz to widzę, a to niekoniecznie dobrze. Jeśli np. moja ulubiona marka wrzuci zdjęcia dwóch produktów / wizualizacje usług z zapytaniem na który/ą z nich ma zrobić promocję tylko dla fanów na FB to jeszcze żebrolajk? Bo jak dla mnie fajny zabieg marketingowy i faktyczna wartość dla fanów. 🙂 Więc żebranie z umiarem, ale i hejting z umiarem, pliz.

  10. Pingback: Dwa oblicza Twixa | Pijaru Koksu Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s