Blogerzy podbili Gdańsk

Po co prowadzić bloga? – zapytał w swoim dzisiejszym tekście Paweł Lipiec. A chociażby po to, żeby pojechać na Blog Forum Gdańsk! <tu miejsce na plucie przez hejterów i malkontentów> Dobra, a poważnie. Było mi bardzo miło, że jednak dostałem się do tego dość elitarnego grona prawie 300 osób, które będą uczestniczyć w tym evencie. Ba! To chyba największe wyróżnienie, jakie otrzymałem za swoją pracę na blogu.

Gdańsk, z każdą wizytą coraz bardziej lubię to miasto. Za każdym razem też czuję się tam coraz bardziej u siebie. Znajome ulice, widoki, miejsca. Dlatego powrót do Trójmiasta niósł ze sobą dodatkową porcję radochy. Nie będę się tutaj jednak roztkliwiać i przechodzę do meritum, czyli samej konferencji i tego co się na niej działo. Zacznijmy więc merytorycznie.

Blogerzy mędrkują

Na pierwszy ogień po wystąpieniu zagranicznego gościa (który miał dużo do powiedzenia o sile internetu, ale jakoś nieciekawie – Pan był z Google tak na marginesie) rzucono Pawła Tkaczyka. Wystąpienia naszego guru grywalizacji i brandingu lubię przede wszystkim za ich lekkość i to ile informacji ze sobą niosą. Niby takie 20 kilka minut, a dowiedziałem się co bloger powinien robić, żeby stać się w jakimś stopniu sławnym.

Przede wszystkim jako pismaki internetowe powinniśmy dążyć do bycia swoistymi celebrytami, czy raczej mikrocelebrytami jak to określił Paweł. My w przeciwieństwie do tych tradycyjnych, analogowych celebrytów umiemy się odnaleźć w cyfrowym świecie. Mamy też zupełnie inne narzędzia nadawania komunikatów. Jak więc je wykorzystać, żeby stać się sławnym? Przede wszystkim powinniśmy się wyróżniać. Jeśli nie samą tematyką, to chociażby językiem, naszym stylem bycia na blogu. Spójrzcie na Kominka lub Segrittę. Są celebrytami internetowego świata. Czemu? Bo umieją tworzyć we własnej stylistycznej niszy. Niby proste, a nie każdy umie sobie sprecyzować ten cel. Więcej w tekście na blogu Pawła.

Kolejnym prelegentem był Maciek Budzich, mój kolejny guru jeśli chodzi o budowanie marki blogera. Mediafun opowiedział nam o tym jak powinna wyglądać współpraca blogera z reklamodawcą lub pośrednikiem jakim jest agencja.  Według Maćka w takiej współpracy to nie statystyki są najważniejsze, najważniejsze jest to co możemy zaoferować własnej społeczności, to jaką wartość dodaną dla niej będzie miała współpraca z reklamodawcą. Plus dodał, że jako blogerzy musimy być świadomi swojego potencjału – oczywiście bez przesady, jeśli dopiero założyłeś blog drogi czytelniku, to nie licz, że zaraz będziesz kręcić akcje z Sony czy Samsungiem. 😉

Plus dobra teoria ukuta przez „profesora Budzicha”, czyli 3W – 3 x win, niech we współpracy reklamowej wygrywa bloger, klient/agencja i czytelnicy blogera. Sam reklamodawca zaś powinien być bardziej mecenasem blogera.

Andrzej Tucholski z jestkultura.pl opowiedział o typologii blogerów jeśli chodzi o kontakty ze społecznością. Podzielił ich na gwiazdy, hejtmasterów (tacy co piszą dla kontrowersji), opiekunów (nienachalny wpływ), pracownik (pisze dla społeczności i w pewien sposób pod jej dyktando) i newsman (pisze o tym czego chce rynek, ale jest w tym bardzo mało jego osobowści).  Mateusz Krogulec trochę się zestresował i o wielu rzeczach zapomniał powiedzieć. 😉 Zaserwował jednak całkiem ciekawą prezkę na temat dystrybucji treści poprzez media społecznościowe i potrzeby używania social pluginów jeśli chcemy wyjść ze swoją twórczością poza znajomych.

Pierwszego dnia odwiedziłem jeszcze prezentację Kominka, który przede wszystkim ochrzanił blogerów za to, że wciąż popełniają te same błędy. Piszą bez subiektywizmu, boją się własnej społeczności i nie komentują rzeczywistości, tylko ją opisują. Apelował też (jak to bardzo nie pasuje do wizerunku Tomka) o wychowywanie sobie czytelników, o to żeby zrobić dobre wrażenie kiedy wejdą na naszą stronę, co sprawi, że na niej zostaną.

Drugiego dnia zaś poszedłem tylko na prezentację Michała Sadowskiego z Brand24, który jak zwykle pokazał ważność social listeningu i wyłapywania wzmianek. Jeśli pokazujesz, że słuchasz czytelników, że interesujesz się nimi i tym gdzie dzielą się Twoją treścią, dużo zyskasz. Plus obejrzeliśmy sobie making of „Internety robie”. 😉

Czemu wybrałem się właśnie na te prezentacje? Nie tylko ze względu na głośne nazwiska. Ci ludzie, Ci blogerzy (lub przedsiębiorcy w wypadku Sadka i Mateusza) to prawdziwe marki osobiste, ludzie z doświadczeniem i wieloletnią praktyką. Warto ich naśladować i słuchać i powiem szczerze, że każda prezentacja dała mi jakiś promil inspiracji, pomysł na to co mogę u siebie poprawić.

Czytałem kilka wypowiedzi w komentarzach na Facebooku, że znowu to samo… Że wałkują te same tematy… Ok, może tak jest. Tylko skoro drogi malkontencie wiesz lepiej, to czemu to nie Ty byłeś prelegentem? Czemu Twojego bloga nikt nie czyta? Ja zawsze staram się wyciągnąć z wystąpień prelegentów chociaż jedną rzecz dla siebie, a że to usprawnia moją pracę, to tym lepiej. 😉

O organizacji słów kilka

Muszę z tego miejsca podziękować bardzo, bardzo serdecznie organizatorom. Przede wszystkim zaś Krystianowi Cieślakowi z Citybella i Tomkowi Nadolnemu z ProjektPR (również za nocleg na dzień przed konferencją i pierwsze spotkanie w offline poza Twitterem). Bardzo sprawnie i bardzo profesjonalnie.

Lokalizacji nie mogliśmy sobie lepszej wymarzyć, bo co jest bardziej efektowne niż konferencja na stadionie piłkarskim? No dobra, może w przyszłym roku na wycieczkowcu po Bałtyku będzie. Przede wszystkim zaś każdy uczestnik czuł się na swoim miejscu. Wszystkim nam zrobiono zdjęcia pamiątkowe, mogliśmy nakraść tyle przypinek ile chcieliśmy. Nawet w telewizji byłem, co prawda bardzo lokalnej, ale jednak. 😉

Kuluary i takie tam

Ciekawe, czy dotrwaliście do tego miejsca. Na Blog Forum Gdańsk nie pojechałem dla darmowej wyżerki, czy hotelu. Nie pojechałem też dla prelekcji. Pojechałem dla ludzi. Bo ja lubię ludzi, choć czasami zachowuję się jak mruk. Bo lubię też słuchać, a było kogo posłuchać. Wałęsałem się głównie z Michałami (Sadowskim i Góreckim), Pawłem Lipcem, Arturem Kurasińskim i Maćkiem Mazurkiem, którego znacie jako Zucha.  Trochę jeszcze z nami posiedział Paweł Tkaczyk i Grzegorz Marczak. I przyznam, że rozmowy toczyły się na różne tematy. Drugiego dnia na przykład przeszliśmy od tematyki appek mobilnych, przez gry na komórki i duże tytuły na konsole, a skończyliśmy na zabawkach, bo większość panów przy stole jest już ojcami.  Prozaiczne rzeczy, ale czy w networkingu chodzi tylko o to żeby dzielić się wiedzą specjalistyczną? Nie! Chodzi o to, żeby zbudować relację.

A mam nadzieję kilka takich relacji zacementowałem i nie są teraz już czysto online’owe. Główny cel mojej wyprawy spełniony.

Oczywiście cała konferencja to niezły generator anegdot. Zuch na przykład „próbował” jak to sam określił wielu rzeczy przez te dwa dni. Teraz jest multizadaniowy, a nie tylko od rysowania. 😉 Dodam, że to bardzo sympatyczny i pełen dystansu do siebie bloger.

Artur Kurasiński został okrzyknięty największym pechowcem konferencji, nie chcę paplać o co chodzi dokładnie, ale miał przynajmniej trzy dziwne incydenty w tym agresywnego taksówkarza, który sam się w końcu oszukał jeśli chodzi o wysokość rachunku. 😉

Uwaga, przerwa na anegdotę. Po pierwszym dniu, konferencji a jeszcze przed imprezą integracyjną stwierdziliśmy, że trzeba wrzucić coś na ząb. Także ruszyliśmy do lokalu w którym miał na nas czekać Artur Kurasiński. Dobra, nie mamy w towarzystwie nikogo z Gdańska, więc chwytamy za telefony i sprawdzamy na mapie. Na co Grzesiek Marczak, czyli bloger potencjalnie najbardziej technologiczny podchodzi do jakiejś pani i pyta o drogę. My na to ze świętym oburzeniem: Jak to tak? W „oflajnie”?! Jak zwierzęta! – w międzyczasie Michał Górecki pokazywał mi jeszcze appkę map Google na iOS. Czego to ludzie nie wymyślą. 😉

Klub do którego później trafiliśmy również był na wypasie. Darmowy bar, przekąski – wszystko w ramach imprezy integracyjnej. Trochę tam zabawiliśmy (ja w międzyczasie poznałem Kominka i Lekkostronniczych, przez tydzień nie umyję prawej ręki!), ale stwierdziliśmy że czas wracać na prawdziwą imprezę, do hotelu.

Impreza w hotelowym lobby i wędrówka po Gdańsku w poszukiwaniu sklepu również na długo zapadnie mi w pamięć (pozdrawiam przyszywaną siostrę, Kasię z Socjomanii!). No właśnie, powstały również koligacje wielkiej rodziny blogerskiej, z której drzewa genealogicznego wynika, że Segritta jest moją babcią (przed zejściem do lobby odbyła się w jej pokoju mała posiadówa)! W sumie, profit. 😉

No tak i syndrom dnia poprzedniego. Podobno gdyby ktoś prowadził ranking najbardziej zombie-podobnego blogera drugiego dnia konferencji, to wygrałbym w przedbiegach. Ech tyle fajnych rzeczy się wydarzyło, a tak szybko rozmyły się w pamięci. 😉

Podsumowawszy

To były dwa dni pełne śmiechu, zdobywania wiedzy i inspiracji. Dwa dni, które sprawiły, że w poniedziałek budziłem się z jakąś pustką w głowie. Po prostu, przez kilkadziesiąt godzin przyzwyczaiłem się do tych ludzi, którzy mają podobne zainteresowania i podobne pasje. Choćby tylko chodziło o zamiłowanie do blogowania.

Starałem się z wieloma osobami zapoznać, pewnie imiona mi uciekły z głowy, ale jeśli czytacie, to napiszcie co jakiś czas na czacie facebookowym, będzie mi naprawdę miło. Ja niestety mam avatar blindness i ludzi rozpoznaję na konferencjach dopiero jak mi się przedstawią. 😉

Także naprawdę miło było pojechać do Gdańska (powrót też miałem zacny, za co dziękuję Gosi i Krzyśkowi, ludziom odpowiedzialnym za warszawskie TweetUpy, a którzy zgodzili się mój blogerski tyłek odwieźć do Stolicy) i spędzić te dwa dni w otoczeniu świetnych ludzi. Blog Forum Gdańsk 2012 dało mi mocnego kopa inspiracyjnego i motywacyjnego, co pewnie zauważycie już niedługo. 😉 Organizatorom zaś i samej imprezie daję wielkiego lajka!

Rzekłem!

Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogosfera, Eventy, Social media, Internet, PR, reklama i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Blogerzy podbili Gdańsk

  1. Jednak to prawda, co mówią o trójmiejskich taksówkarzach. są najdrożsi w PL i ostro taktuja ;]

  2. Pingback: Blog Forum Gdańsk 2012, czyli co robi 300 blogerów na stadionie piłkarskim? « Between the Cities

  3. Paweł Lipiec pisze:

    Wszelka hańba na Cię! Nie byłeś na mym wystąpieniu?! 😛

  4. Też pozdrawiam przyszywanego brata 😉 P.S Bardzo „emocjonalna” relacja. Ale rzeczywiście emocji było sporo. Szkoda, że nie udało się być na wszystkich prezentacjach na które planowałam się wybrać noi mecz ;/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s